Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 czerwca 2012

Ślubna kartka schodkowa.

W przerwie w sprzątaniu/segregowaniu karteczka ślubna zamówiona wieczorem "na jutro", więc bez wodotrysków - papier w Galerii, koronka, trochę kwiatów, na etykiecie stempel z Agaterii i perełki w płynie..



**************


I jeszcze - dawno nie było na blogu nic słodkiego, nie nadążam z robieniem fotek kulinariom, zresztą rzadko robię wymyślne dekoracje. Ale ten deserek ma ładne kolory sam z siebie, choć mus bardzo szybko ciemnieje i przybiera nieapetyczną barwę w kontakcie z powietrzem.


1 duże (Dojrzałe!!!) awokado
2 banany
pół kwaskowatego jabłka
ew sok z cytryny jak ktoś lubi (ja nie)
Wrzucić do blendera i zmiksować.

Podawać z lekkimi, wyrazistymi w smaku owocami.

niedziela, 27 listopada 2011

Ciasto dyniowe Pumpkin pie

Dawno nie było u mnie nic o gotowaniu. Częściowo dlatego, że jakoś nie postrzegam swoich potraw jako "dzieł" i nie czuję wielkiej potrzeby opisywania jaką zupę czy kotlety dziś gotowałam :) Częściowo również dlatego, że gotuję popołudniami i wieczorami, kiedy światło jest bardzo kiepskie i zdjęcia nie wychodzą zbyt dobrze, a rano przeważnie nie ma już co fotografować :P. Dzisiaj do zdjęć również złapała się końcówka ciasta.

Zdjęcie z serwisu Morguefile

Od dwóch miesięcy w naszej kuchni króluje dynia. Kilka lat zeszło, żeby moi chłopcy zaakceptowali tę "nowość" w pełni, bez kamuflażu, ale w tym roku zjedliśmy ze smakiem już co najmniej 12 tych owoców, i to wcale nie małych. Były różne wersje zupy z dyni, gulasz z dyni, placki z dyni, naleśniki z dynią, racuchy z dynią, chleb dyniowy i oczywiście kilka rodzajów ciast z dynią. Jednak do tej pory nie odważyłam się na słynne "pumpkin pie" ponieważ, i słusznie, obawiałam się nieco o konsystencję tego wypieku. Wczoraj zrobiłam swoje pierwsze podejście i wrażenia są... nieco dychotomiczne. Pierwszy kęs ciasta (jeszcze ciepłego :P) jest sporym szokiem dla polskiego podniebienia. pomijając oczywiście kruchy spód, to w ogóle nie przypomina ciasta, lecz jakiś lekki mus, piankę, mleczko. W smaku nie jest złe, ale bardzo słodkie, dla mnie zdecydowanie zbyt słodkie. Po ostygnięciu i lekkim zestaleniu nadzienia, a może po prostu po otrząśnięciu się z niespodzianki, smak został doceniony na tyle, że ciasto zniknęło przed południem :) niemniej jednak raczej nie wejdzie ono do naszego stałego menu, ale raz na jakiś czas można sobie zafundować odmianę. Aha, no i bezwzględnie należy najpierw podpiec spód z ciasta, a dopiero potem dodawać nadzienie, bo surowe rozmaka.
Krótko - polecam tylko osobom lubiącym nowe smaki i doznania. 7/10

Wykorzystałam przepis ze strony Niebo w gębie z pewnymi modyfikacjami:
 - Miałam ochotę na kokos, więc część przypraw  i mleka zastąpiłam wiórkami i mleczkiem kokosowym. Pozytywne.
 - Z braku brązowego cukru użyłam miodu, którego smak był wyraźnie wyczuwalny. Trochę za dużo dobrego, i na przyszłość zrezygnowała bym chyba całkowicie z dodawania cukru, mleko jest wystarczająco słodkie. Negatywne.
 - Przed wymieszaniem wszystkiego jajka ubiłam na pianę. Wg mnie po to są jajka! nadzienie pięknie wyrosło i bylo puszyste, ale też właśnie bardzo lekkie, a nie jestem do tej konsystencji całkiem przekonana. Do sprawdzenia.




Hey, I've made a first pumpkin pie in my life today! I've been cooking pumpkins all day long for the last two months, but so far I haven't had the courage to try this recipe because it's quite different to what we are used to. Well, the first bite ( while still warm ) has been quite a surprise indeed, but it got a bit better when it cooled (or our tastebuds got accustomed to it). I'm glad I have tried it, and it disappeared by midday today, but my boys were not really thrilled. Anyways, I think I'll stick to our pumpkin muffins and pumpkin gignerbread cake....

wtorek, 17 maja 2011

Karteczki spotkaniowe

Witam wszystkich odwiedzających :) Dziś krótki foto raporcik z sobotniego spotkania w Rzeszowie, gdzie kolejny raz gościłyśmy u Moni-Vivy w przemiłym, choć nieco okrojonym składzie. I od razu dziękuję Joasiuni za zdjęcia, bo podróżując komunikacją publiczną i z dłuższym spacerkiem w planach nie brałam swojego aparatu. Odzwyczaiłam się od jazdy autobusami, jak zwykle źle zniosłam podróż PKSem a bus nas nie chciał zabrać, więc na wstępie miałyśmy godzinne opóźnienie. potem jeszcze okazało się, że na giełdę kwiatową, na którą wybrałyśmy się z Agatką jest trochę dalej, niż przewidziałyśmy, i zafundowałyśmy sobie godzinny spacer - ale warto było, niestety zdjęcia zakupów nie posiadam. W każdym razie teraz będzie u mnie faza na kwiatuszki :P po tych wszystkich przygodach dotarłyśmy w końcu na spotkanie trochę spóźnione i zadyszane, ale w świetnych humorach!

**********

Hello everyone who is reading anything and not only looking at pictures. Today a short story and a lot of pictures form Saturday's meeting in a nearby town where we were invited again by Viva. The two of us decided to use public communication this time, which turned out to be quite a bad idea after all. First, our sheduled bus was full and we didn't get a place, we had to wait for another one that goes slower, so to start with, we were about an hour late. Then, the shops we decided to go to turned out to be much fatrher than it looked at the map, so we enjoed an hour-long walk - NOT. Luckily, it was worth it, and we ended up wit our bags full of goodies with quite decent prices - so expect to see a lot of flowers and stuff in the following weeks. Finally we arrived to the meeting late and tired, but in a good mood, happy to see our scrappy friends. And in theis place I want to say "thank you" to Joasiunia, who took most of the pictures as I decided to leave my camera at home this time.


Jak zwykle, pierwsza moja myśl na widok wybranych przez gospodynię kolorów - "A weźcież to ode mnie!" / Sharing the prepared kit and materials


Ale jak już się rozpędziłam, to koniec końców zrobiłam DWIE karteczki - no przecież nie mogłam zmarnować tych guziczków :P Joasia miała rację co do przypływu weny po spożyciu :P / After the first card I looked at the pile of unused stuff and decided it's not fair to leave them, and suddenly "click" and I made another one!





Tutaj część składu przy pracy. / Here we are at work
 


A tutaj relaks przy pracy. Oj, było powodów do świętowania tym razem, było! /And here we are relaxing after work. Ther was more than one reason to celebrate :)


A to już efekty naszych starań w komplecie. /  Here are all the projects together:


A to już moje karteczki dopieszczone i sfotografowane w domu: / and close-ups of my cards.
Robiłyśmy też skrapy na wymianę, ale nie posiadam zdjęć niestety. / We also prepared projects/LOs for a swap, but unfortunatelly I have no pictures of them :(

********

Aha, no i jeszcze przepis o który dziewczyny prosiły: /And a recipe girs asked for:
Babeczki marchewkowe/Carrot Wheat Germ Muffins ( z kart "Great American Recipes")
1 szklanka mąki
1/4 szklanki zarodków pszennych
1/2 szklanki cukru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki soli
3/4 szklanki oleju
1/2 szklanki jogurtu lub maślanki
2 jajka
1 szklanka startej marchwi
1.2 szklanki orzechów ( w oryginale brazylijskich, ja używam różnych)

W blenderze wymieszać wszystkie składniki za wyjątkiem marchwi i orzechów, ubijać 1 minutę na wysokich obrotach, dodać pozostałe składniki, wymieszać. Piec w foremkach na babeczki - ciasto jest wilgotne, nie upiecze się w wysokiej formie - przez około 20-25 minut w temperaturze około 200*C.

wtorek, 3 maja 2011

Zaklęte słoneczko/Captured sunlight

Dziś tylko dla poprawy humoru zdjęcie kulinarne. Lubicie mlecze/mniszki? Ja je uwielbiam. No w sumie niekoniecznie w moim własnym ogródku, ale gdy patrzę na łąkę/trawnik w słonecznie żółtym kolorze od razu mi się micha śmieje. A potem z młodym urządzamy zawody w dmuchaniu dmuchawców :) Jest tez jeszcze jeden powód, aby lubić mlecze - mianowicie miód z mniszka lekarskiego. Podobno bardzo zdrowy, a w dodatku pyszny, i łatwy do zrobienia. Szczególnie, jak się zorganizuje 3-ce małolatów zawody w zrywaniu kwiatków na spacerze :P

Przepis (ja mam od Babci, ale w necie jest sporo wariacji)
200-300 kwiatów mlecza (około 1-1,5 litra samych główek)
1 litr wody
1 cytryna
1 kilogram cukru
Mlecze przebieramy (no, chyba że zbierałyśmy same :P), szybko płuczemy, zalewamy wodą i zagotowujemy. Zostawiamy na noc, żeby naciągnęło, można dodać cytrynę ze skórką już teraz. Następnego dnia odciskamy kwiaty, doprawiamy sokiem z cytryny, wsypujemy cukier i gotujemy około 2 godzin bez przykrycia, aby odparował i zgęstniał. Gorący syrop nakładamy do wyparzonych słoików. Smacznego!




Do you like dandelions? Well, I agree they are awful weeds most of the time, but in spring I am happy to see those little sunshines over the fields and meadows, and later I love blowing the puffs. There is also one more reason to like them - and that's dandelion syrup. It is supposed to be very healthy, good for colds and all that homeopathy things, and its both yummy and easy to make - especially if you have a bunch of youngsters to take up a challenge in picking them! My recipe is from my Granny, but there are lots of variations over the internet - well, at least in Polish...


You need:
200-300 dandelion bloom heads (that's enough to fill a 1 liter container or 1,5 of one)
1l water
1 lemon
1 kg sugar

Check the flowers, choose only the heads, wash them throughly in cold water, put in a pot with 1 l water and let it boil (you may add lemon with peel at this point for smell). Set for a night to macerate, then take the flowers away squeezing as much liqid as possible, add sugar and lemon juice if you hadn't earlier and boil it slowly for about two hours in an open pot so it carmelizes and gets thicker. Put in small hot jars to use like honey.

.

sobota, 19 lutego 2011

Umiem haftować! ...?!

Mam jakąś dziwną blokadę jeśli chodzi o haftowanie. Potrafię szyc ręcznie kilometry strojów historyznych, natomiast jeżeli tylko mam wykonać jakiś ozdobny ścieg dostaję białej gorączki. A już przy krzyżykach to zmieniam się w harpię. Ale twarda kobita jestem, pracuję nad sobą! :P Gdzieś w okolicach października czy listopada na blogu Kaprys padł pomysł zrobienia konkursu/wyzwania z wyszywaniem biscornu krzyżykowego. Jak widać, mam mały poślizg czasowy :P Ponieważ moje doświadczenie z krzyżykami jest praktycznie bliskie zeru, wybrałam sobie wzorek, który mi się spodobał bez świadomości jak duży to będzie "igielnik" :) Dlatego drugą stronę zredukowałam tylko do kwiatuszków w rogach i rozetki na środku. Ale jestem dumna z tego swojego krzywulca! To pierwsza wyszywanka od 15 lat którą udało mi się skończyć!






***********
I CAN do embroidery!
I have one flaw on my otherways spotless character - I don't like to embroider. Nah, that's not true. I HATE it. I especially despise crosstitch. I like sewing, I handsew miles of reenactment clothes, but whenever I see a decorative stitch, I explode. But, I try to work on it. I've started sewing the above biscornu somewhere in october, when girls on one of my favourite blogs called a challenge. Apparently I am a bit late to enter :p. With my null experience I had no idea what a monster pattern I chose (but I still like it!), so I altered and simplified the other piece and only made the center and corner patterns. It ended up more like a pillow than a pincushion. But I'm so proud of myself! just for the record - it's the first embroidery project in 15 years that I actually did finished!


And for a dessert, a colour - coordinated spinach and gorgonzola pasta. Recipe is from this blog. But I didn' use it :P

*********************


Na koniec dopasowany kolorystycznie makaron z sosem szpinakowym wg przepisu Ushii. Nooo... w każdym razie miałam ten przepis na myśli w czasie przygotowań :P

piątek, 18 lutego 2011

Pudełeczko/A box

Dalej w klimatach porządkowych. Zrobiłam sobie pudełeczko-segregatorek. W tej chwili włożyłam do niego zapas wycinanek podzielonych tematycznie, czy tak zostanie - zobaczymy :) Pudełko robiłam pierwszy raz, i zrobiłam trochę błędów w projektowaniu, przede wszystkim za dużo jest przegródek. No i w sumie jak przymierzyłam do półki, to mogło być wyższe. Ale ogólnie jestem dość zadowolona, tylko jeszcze muszę je ozdobić i dorobić zapięcie. Zdjęcia oczywiście robione w nocy :P









*************
 Staying on topic :P - I made an accordion box for my diecuts. It's pretty big to match my cubicles, about 9 x 5 inches and 3,5 inches thick. It still needs some decorations and a proper clasp, the ribbon doesn't hold the flap too well. I've made such a box for the first time and next time I need to make some changes, there are too many folds to the accordion, and it could be a wee bit taller, because some of my stuff doesn't fit. But overally I'm rather pleased with the effect and will sure make some more, they are fun, fun!


And to finish off, a picture of some homemade multigrain bread I made today. It's yummy!
******************
A na zakończenie zrobię wam smaka zdjęciem chlebka z ziarenkami słonecznika, zarodkami pszennymi, otrębami i płatkami owsianymi i jęczmiennymi :) Pyszne i jakie zdrowe!

czwartek, 10 lutego 2011

Skrapkącik!

Nareszcie! Mili panowie dzisiaj przyszli i zamontowali mi półeczkę, która "wzbogaci" mój skrapkącik! Do tej pory wszystko leżało na blacie jedno na drugim i więcej czasu spędzałam na przekładaniu rzeczy, żeby się dostać do tej jednej potrzebnej, niż na samej pracy. Oto zdjęcie w stanie surowym, z całym bałaganem jeszcze pod stołem - teraz muszę  pozaglądać i poszukać fajnych pomysłów na przechowywanie materiałów. Komoda pod spodem ukrywa moje pozostałe "bałaganiki", między innymi szycie i modelarstwo.

**********

Finally! The workmen came today and assembled my dream scrap-corner! Up till now everything was piled up on the counter and it took me more time to find and get the materials needed than the work itself. The picture is taken quickly with all the mess around,and half the things still in boxes. I am sure it's not a final way things are going to be organised and I need to find right ways and stuff to organise my materials. Under the counter I keep my other stuff for sewing and modelling and lots of odds and ends.


A teraz mała ciekawostka, częściowo związana z oczekiwaniem na szafeczkę. przez ostatni tydzień zajmowałam się kręceniem rurek. Kto zgadnie, po co mi one? ;)

*******
Last week, waiting for the shelves to arrive, I was busy rolling newspaper tubes. A quiz - what are they for?



A na koniec zostawiłam zdjęcia przepysznych muffinekz bakaliami. I ja mam się odchudzać... ***** And, last but not least, some pictures of yummy muffins with dried fruit and nuts! Yeah, I'm supposed to be on a diet...


.

środa, 13 października 2010

Dzień Edukacji Narodowej

Popularnie zwany "Dniem Nauczyciela". Z reguły w przedszkolach nie obchodzony, ale aby przynajmniej umilić Paniom Przedszkolankom to, ze one w ten dzień opiekują się dzieciakami, powstała seria karteczek. Takie sobie ćwiczenia formy i testowanie nowych stempelków ze scrap.com.pl. Papiery to "Radość lata" też z tego sklepu.

Pierwszą już kiedyś pokazywałam, teraz doszła etykietka z datą i wierszyk, oraz odbicia motylków wewnątrz.



Kolejne trzy karteczki to ćwiczenia w składaniu "triple fold"
Kartka-labirynt, pewnie ma to jakaś nazwę ale polskich odpowiedników nie znam. Baza zrobiona już kiedyś, dlatego ciągle ma zbyt wąski środek. Skromniutko, bez przeładowania ozdobami (mam nadzieję). Aha, i żółty tusz jest be.


rozłożona:


Karteczka kaskadowa/skośna, wyżywałam się z nowymi stempelkami.Nie wszystkie są wyraźne na zdjęciu.


rozłożona:


tył:


nie, to nie żółta plama, to zdjęcia przy sztucznym oświetleniu :/

"Double gatefold" troszkę zmodyfikowana. I nie chce się przepisowo zamykać, musi być wiązana!


rozłożona

Ostatnia z serii, doniczka. Powstała bo został kawałek papieru po przycinaniu kaskadówki :) Na przyszłość musi mieć u góry doklejona pętelkę do wyciągania, bo tak to się kwiatki gniotą.


Kartka z życzeniami siedzi w środku "doniczki"


Wszystkie kartki podpisane własnoręcznie przez Juniora. A i tak, mają 5 przedszkolanek, w tym roku utworzyli grupę integracyjną. Kiedy się Mateusz dowiedział, że robię kartki "do przedszkola", nie szło go odkleić od mojego boku. A że patrzenie nudzi się szybko, dostał zadanie bojowe - podpisać i ozdobić koperty. Napisy komputerowe sam wklepał ( bez spacji, ale on tak już ma :P ), przykleił i ostemplował obustronnie. Oto efekt:


***************************

Wczoraj u Juniora w przedszkolu dzieci piekły ciasteczka - zostaliśmy poczęstowani, żyjemy :) Dzisiaj natomiast uczyli się piosenki "Najłatwiejsze ciasto w świecie" Radiowych Nutek - kto ją pamięta?
Na pytanie, czy już w takim razie potrafi upiec ciasto, moje maleństwo powędrowało do kuchni, przywdziało fartuszek i uczyniło taki oto wypiek przy minimalnej asyście jedynie w obsłudze kuchenki:

 " i zamieszać tylko tyle, by się rzeczy połączyły"


 GOTOWE!!!



Efekt - jeszcze gorące :P


.